Obrotomierz do 7000 obrotów i skala prędkościomierza sięgająca… 250 km/h! Sądzisz, że to jakaś supersportowa bryka? 200-konne coupe? Nic podobnego. Zjęcie zegarów pochodzi z małego sedana, pod którego maską klekocze półotralitrowy diesel. Poznaj więc tę turborakietę z ambicjami na wysokie prędkości: oto najnowsze Renault Thalia 1.5 dCi!

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie poranna „emalia”, z której dowiedziałem się, że oto najnowsze Renault Thalia zostało laureatem nagrody AUTOBEST 2009. Niewtajemniczonym podpowiem, że nagroda Autobest jest przyznawana najlepszemu – zdaniem jurorów – samochodowi na rozwijających się rynkach Bułgarii, Czech, Cypru, Chorwacji, Macedonii, Grecji, Węgier, Polski, Rumunii, Rosji, Serbii, Słowacji, Słowenii, Turcji i Ukrainy. W jury konkursu zasiada piętnastu dziennikarzy motoryzacyjnych z tych krajów. 

Dalej w informacji można przeczytać, że „Dziesięciu członków jury konkursu Autobest, przyznając pierwsze miejsce Nowemu Renault, podkreśliło swoim wyborem szanse Nowego Renault Thalia na odniesienie sukcesu wśród klientów obszaru rynków rozwijających się, zamieszkanego przez ponad 300 milionów osób. Nowe Renault Thalia (…), zostało zaprojektowane z myślą o spełnieniu oczekiwań klientów właśnie na tych rynkach” (źródło: Mototarget).

Akurat w redakcyjnym garażu stała nowiutka Thalia. Nie mogłem nie sprawdzić, pod wrażeniem jakich to przymiotów i walorów zapewne zacne grono jurorskie uznało, że nowe Renault reprezentuje gusta trzystu milionów ludzi, w tym moje i Twoje…

Oszczędzę Ci czytania o tym, ile to zmian wprowadzono w tym aucie i jakie przełomowe dobrodziejstwa w nim zamontowano, w zamian zajmę się konkretami. Z nimi – podobno – trudniej polemizować, ale zawsze można o nich podyskutować. Dlatego z premedytacją nie napiszę, co się poprawiło, a co nie, nie będę też sugerował, że wnętrze pod względem ergonomicznym jest klonem tego z poprzedniego modelu. Po prostu do niego wsiądę – tak, jakbym nigdy wcześniej Thalią nie jeżdził!

Wolny od uprzedzeń, otworzyłem drzwi. Wgramoliłem sie na fotel kierowcy, który po kolegach fotografach był przysunięty mocno do przodu. Pierwsze pozytywne zaskoczenie: w niewielkiej Thalii jest całkiem sporo miejsca na nogi dla kierowcy! Jednak mój entuzjazm szybko minął, kiedy spróbowałemn dosięgnąć do kierownicy. Panowie jurorzy z konkursu AUTOBEST, czy próbowaliście zasiąść za sterami auta, które tak promujecie w swoim plebiscycie? OK, jestem wysoki, ale redakcyjni testerzy o jak najbardziej statystycznym wzroście też narzekali na to, że trudno dosięgnąć do kierownicy, która w dodatku jest pochylona jak w dostawczaku. A to znaczy, że jeżeli dosięgniesz do jej dolnej części, to do górnej już niekoniecznie. 

Efekt to bezsensowne i niebezpieczne odrywanie pleców od oparcia przy każdym ostrzejszym skręcie, plus konieczność jazdy w niewygodnej, nienaturalnie wyprostowanej pozycji. Ale uważaj, bo kiedy już się naprawdę solidnie wyprostujesz, to może się okazać, że zaryjesz głową w sufit! Konstruktorzy tak wysoko umieścili fotel kierowcy, że mimo wystarczającej wysokości auta w jego kabinie brakuje miejsca nad głową.* A czy na progu Thalii jest informacja „tylko dla kierowców o wzroście do 180 cm”? 

Kolejna rewelacja Thalii to kształt i rozmiary foteli. Spośród kilkuset aut, jakimi miałem okazję jeździć, nie zdarzyło się jeszcze takie, w którym zagłówek podpierałby… plecy! Ten w Thalii zaczyna się już tak nisko i jest tak mocno wysunięty do przodu, że muszę się garbić, żeby usiąść w miarę wygodnie, choć to chyba zbyt duże słowo.*

Ale jakoś się udało: zgarbiony, z oparciem fotela ustawionym niemal pionowo, z głową w suficie i rękami wyciągniętymi do przodu poszukującymi kontaktu z odległą kierownicą, siedzę w laureacie konkursu AUTOBEST 2009. Załóżmy jednak, że jestem drobiazgowy i patrzę przez pryzmat mojej własnej figury. Już przestaję i skupiam się na bardziej uniwersalnych, niezależnych od wzrostu kierowcy walorach nowej Thalii. 

Konstruktorzy starali się, by auto spoważniało i nabrało mniej tandetnego wyglądu. W ramach tej rewitalizacji, tradycyjne wycieraczki z metalowym stelażem zastąpiły modne ostatnio elastyczne „pióra”. Sęk w tym, że coś jednak nie chciało pasować i trzeba było tak wygiąć ramiona wycieraczek, że w efekcie odstają jeszcze bardziej, niż te stare. Wrażenie jest takie, jakby początkujący majsterkowicz kupił wycieraczki od innego auta i musiał to i owo „nagiąć”. Wstyd! 

Przed jazdą pozostało mi jeszcze ustawienie lusterek. Te boczne wyglądają jak w terenówce i obiecują duże pole widzenia, ale zostały tak wyprofilowane, że widać w nich niewiele. Manipulując dżojstikiem lusterek nie sposób nie oprzeć dłoni na drzwiach, by poczuć tandetny, twardy plastik.

I to ma być samochód, o którym marzą nie tylko Polacy, ale też Czesi, Węgrzy, Grecy, Cypryjczycy i jeszcze kilka innych niemałych społeczności? Czy Ty czujesz, że takie auto jest odzwierciedleniem Twoich oczekiwań? Jury AUTOBEST 2009 twierdzi, że tak właśnie powinno być. I poniekąd jest: jego członkowie podkreślili oszczędność nowego auta, które w testowanej wersji 1.5 dCi spala średnio zaledwie 4,3 l oleju napędowego na 100 km. I tu nie sposób nie przyznać im racji, bo kto nie chciałby, by jego auto było oszczędne?

Jednak w komentarzu do werdyktu czytamy „elegancki i prestiżowy wygląd, pojemny bagażnik, wygoda…”. Elegancja to dbałość o detale – w tym o wygląd wycieraczek, a te wyglądają marnie. Czyli pudło. Prestiż to przytulne materiały, których w Thalii nie ma. Pojemny bagażnik? Tak, nawet bardzo pojemny, tyle że nieco oderwany od ogólnej koncepcji auta. Bo kto szuka „dwuosobowego” sedana z dużym bagażnikiem? Na tylnej kanapie Thalii jest tak ciasno, że nawet miniaturki w rodzaju Fiata Pandy zapewnią pasażerom tylnym więcej wygody, którą jurorzy również chwalą.*      

Trudno oprzeć się wrażeniu, że od momentu debiutu Logana, Thalia jest dla koncernu Renaulta niechcianym dzieckiem. Przy porównywalnych lub wyższych kosztach zakupu resoruje mniej komfortowo od Dacii, ma nieporównywalnie ciaśniejszą kabinę. Co więcej, Logan w droższych wersjach wyprzedza Renault jakością wykończenia wnętrza! 

Co może Cie przekonać do nowej Thalii? Wyśmienity turbodiesel. Elastyczny, dynamiczny, oszczędny motor, dostarcza mnóstwo przyjemności z jazdy. Zawieszenie też nie jest najgorsze, a układ kierowniczy – choć nie wie co to progresja wspomagania i trochę ciężko działa na parkingu – pozwala bezpiecznie prowadzić auto. 

Jurorzy plebiscytu AUTOBEST 2009 twierdząc, że Thalia spełnia oczekiwania tak licznej rzeszy klientów, najwyrażniej liczą na takich, którzy jeszcze dotąd nie prowadzili samochodu. Na nabywców, którym nie będzie przeszkadzało, że obrotomierz ma skalę do 7000 obrotów, mimo że silnik kręci się tylko do czterech, a prędkościomierz kończy się na 250 km/h, podczas gdy prędkość maksymalna tej Thalii to 177 km/h. Zastanawiam się, jak stary musiałby być poprzedni samochód potencjalnego nabywcy Thalii, żeby nowy zakup go zadowolił. 20 lat temu ergonomia miejsca kierowcy bywała lepsza, a polakierowana blacha na bokach drzwi ascetycznych tanich aut z lat 80. ubiegłego wieku niejednokrotnie wyglądała lepiej niż twarde plastikowe obicia Thalii. 

Możesz bezkrytycznie uwierzyć w magię międzynarodowych plebiscytów, zapomnieć o swoich motoryzacyjnych doświadczeniach i poczuć się za kerownicą Thalii jak w raju. Bo czyż nie jest rajskim autem pojazd, który ma spełnić oczekiwania 300 000 000 ludzi? Pozostaje jedno, zasadnicze pytanie: masz na to 50 tys. zł? Tyle właśnie kosztuje Thalia z 85-konnym dieslem. Już wpłaciłeś zaliczkę u dealera? Nie martw się: jako jeden z wybrańców będziesz miał auto klasy B z prędkościomierzem wyskalowanym do 250 km/h. A to nie byle co!  

*chcesz mieć auto, które bardziej komfortowo resoruje, ma wygodniejsze i nieporównywalnie przestronniejsze wnętrze? Kup sobie Dacię Logan!